Czarne pacholę odbierało zwitek i odczytywało kalifowi.
Pierwszy, który się zjawił, był to karzeł o twarzy bezkształtnej, koślawy, w nędznej sukni, żebrak i błazen uliczny. Odczytano jego los.
Niechaj będzie wielkim wezyrem19 i niech zarządza moim królestwem.
Natychmiast dawny wezyr się usunął, a wszyscy ze czcią pokłonili się karłowi i włożono mu szaty bogate i do pałacu wezyra go zaprowadzono.
Drugi był młodzian z rodziny bogatej, który cały czas przepędzał jeno20 w ucztowaniu a igraszkach; myślał tedy, jaka będzie w jego losach odmiana.
Wyprawić mu ucztę, aby jadła i napoju było w bród, a śpiew i taniec niech go uweselą.
I stało się tak, ale — zda się — była to jego uczta ostatnia, bo mu zbrzydło życie takie, odkąd los mu nic innego nie zgotował.
Trzeci przystąpił mędrzec, znany w mieście, jeden z najlepszych lekarzy, umiłowany przez całą ludność stolicy; przypadkiem znalazł się w tłumie i, mimochcąc, podniósł czerwony zwitek jedwabiu.
Wygnać go z granic państwa i nigdy nie puścić z powrotem.
I natychmiast był wygnany, a choć naród go opłakiwał, wyrokom losów stać się musiało zadość.