Po czym list otworzyłem i czytałem takie zawiadomienie:
— Za numerem XY. Józef N. winien był za przetrzymanie paszportu zagranicznego Rubli 120 — sto dwadzieścia, który to dług zostaje umorzony, gdyż sumy powyższej żadną miarą wyegzekwować od wyżej oznaczonego Józefa N. — niepodobna, albowiem on nic nie posiada i nie ma nadziei, żeby kiedykolwiek cokolwiek posiadał.
Było to świadectwo ubóstwa, które we śnie jest dobrym znakiem. Jednakże zaledwiem to odczytał, gdy zarówno czarna jak biała dama — śmiać się zaczęły ze mnie do rozpuku, a Indianka język mi pokazała.
— Nie ma nic — i nie ma nadziei, aby kiedykolwiek cokolwiek...
— Ale owszem, ja mam dwadzieścia groszy — odparłem, pokazując dwie srebrne dziesiąteczki.
— To ci starczy ledwie na czarną kawę! Do widzenia.
To rzekłszy, poszły sobie precz: Galatea, skacząc na jednej nodze, a wiedźma, colorado maduro, fikając koziołki — tak, że raz widać było jej brunatne nogi, raz jej żółtą spódnicę.
Zostałem sam jeden — i tylko dwaj żołnierze, wymierzywszy we mnie karabiny, mówili:
— Wstań, sukin syn, i chodź z nami.
— Znowu mnie aresztowali — powiedziałem sobie — ale za co?