Istotnie z portretu wyglądała na nich twarz tak nieprawdopodobnej piękności, że, jak to mówi się w bajkach: ani słowo nie wypowie, ani pióro nie opisze... Żaden z posągów greckich, żaden z portretów Leonarda ani Tycjana, ani Palmy starszego, ani Mantegni nie sięgał tej wyżyny... Wenus z Milo mogłaby u niej być kucharką... Jeżeli piękność ma granicę — to jej granicą ostateczną, najwyższą, nikomu z ludzi już niedostępną była osoba, której słabe odbicie oglądały te panie, nie bez pewnego uczucia — powiedzmy otwarcie — zazdrości. Jednakże zachwyt przygłuszył to uczucie.
— Co za cudo!
— To sama Afrodyta100!
— To bogini bogiń!
— To anioł!
— To jakaś istota, co się na chwilę przedostała z nieba na ziemię!
— To nie ona! To nie Rozaura!
— To kto inny!
— Ktoś zupełnie niepodobny!
— A jednak — zauważyła p. Zofia.