— Dlaczego? Królewska wnuczka, panna cnotliwa, urodna jak jabłuszko, jeszcze i mocna... Bogu na klęczkach dziękować za tylorakie łaski! Ale, ale... Gdzie moja chrześnica? Dawnom dziecka nie widział.
Pani Janowa powstała z ławy i uchylając drzwi do sąsiedniej izby, zawołała:
— Kostka, Kostka! Pójdź do stryja!
I wbiegło do komnaty coś bardzo zabawnego: maleńkie, chudeńkie, o śniadej twarzyczce i czarnych oczkach, w niebieskim tułubku i takiejże zapasce, niemal do ziemi sięgającej, z białą jak śnieg głowiną.
— O, dla Boga! Dziecko, jak ty wyglądasz?! Gdzieżeś to ty była?
Kostka stanęła zmieszana na środku świetlicy i wpakowała dwa palce do buzi dla nabrania otuchy.
— No, gadaj! Oniemiało cię czy co? Gdzieś była?
— U ciotki Rafałki pierzem darła22.
— A to ci robotnica nie lada! — roześmiał się kanonik. — Ile udarła, tyle na głowie przyniosła. Uciekaj, umykaj! Nie chcę cię, bobyś mnie jeszcze opierzyła. Jakżebym szedł przez miasto?
— Zabierz ją stąd, Hanuś. Umyj ją, uczesz, otrzep i dopiero niech wraca, jak będzie w porządku.