— Cóżeś znalazł? — spytała matka. Oszczędny w słowach młodzieniec odpowiedział jedną głoską:
— O!
I pokazał trzymany w dwóch palcach... duży kłos jęczmienny.
— Nie dziwota, że wasza miłość wycierpieć w spokoju nie zdołałeś — rzekł, śmiejąc się, Długosz — wiadoma to rzecz, co za peregrynacje346 odprawia kłos jęczmienny włożony za odzież. Sam się na własnych ostrych włoskach posuwa, przysiągłbyś, że jakieś żywe stworzenie, konik polny abo jelonek.
— Skądże ci wlazł do rękawa? — spytała królowa. — Byłeś dziś może z podstarościm w spichrzu?
— Nie, miłościwa matko; od obiadu siedziałem doma i nie czułem nic, dopiero przy wieczerzy.
— Fryderyk w spichrzu był? — spytał ojciec surowo najmłodszego syna.
Królewicz spuścił głowę nad sam talerz i cicho wyjąkał:
— By... łem... najmiło... łościwszy ojcze.
— Przez miesiąc, od dzisiejszego dnia, zakazuję wierzchem jeździć. Ani nogą do stajni.