— No, a jakże ten wół ma wyglądać, coby nie był spaśny?
— Trza mu zaznaczyć ziobra389 na bokach, zaraz przychudnie. Bo tak, jak jest teraz, to ledwie nie pęknie; paskudnie patrzeć na niego. I pysk mu trza przykrócić; ino trochę, niewiela, o, tyćko.
— Jakoż ci się widzi, Jurek, dobrze radzi to dziecko?
Czeladnik milczał nadąsany, a mistrz nie domawiał mu już więcej, tylko powrócił do gościa.
— O raju... Stanko! — zawołał Wawrzuś, biegnąc ku drzwiom z wyciągniętymi rękoma.
— Wawrzuś! — odpowiedział również wesołym okrzykiem wchodzący. Objął dziecko wpół, podniósł w górę i pocałował.
— Cóż za nowina? Skąd się znacie? — spytał Stwosz.
— A to ten pacholik malućki, pamiętacie, ojcze, com to wam opowiadał, że mi zginął na rynku, przy koniku. Cóż ty tu robisz, Wawrzuś?
— Pogadacie se potem — rzekł ojciec. — Teraz pójdź, pokłoń się jego przewielebności. Tak dawno się nie widzieliśmy, nawet nie miałem kiedy pochwalić się księdzu kanonikowi, że mój Stanko już powrócił.
— Aleś też sporo urósł za te dwa lata — rzekł Długosz — ojca dogoniłeś, czy ano i w głowie przybyło?