— Szafę robią na ołtarz do waszej kaplicy.
Woskowo blade lica księcia zabarwiły się lekkim rumieńcem; otworzył oczy szeroko, z wyrazem dziecinnego rozradowania.
— Co? Przyjechali z Krakowa?
— Tak jest. Wczoraj wieczorem.
— Przecz496 Świrenkowicz nie zawiadomił mię497 o tym?
— Czeka w antykamerze498 waszego przebudzenia, miłościwy kniaziu.
— Niech wejdzie... albo nie... chcę wstać.
— Miłościwy...
— Wstanę; zdrowszy dziś jestem; wołaj Wincka, pomóżcie mi się odziać... lektyka!
Stanko z Jurkiem, gnani serdeczną chęcią sprawienia ostatniej może uciechy umierającemu, uwijali się i pracowali za czterech. Wawrzuś, niemocny499 jeszcze, rozpakowywał wyjęte ze skrzynki posążki; przecinał sznury, odwijał płótno i stawiał na boku figury, otrzepawszy je miękką szmatką z kurzu. Przymusowa kąpiel w Narwi nie sprawiła na szczęście większej szkody: jednemu aniołkowi farba z nóżki oblazła i miecz świętego Michała przyczerniał od wody, ale to były drobnostki, nawet Wawrzuś mógł temu zaradzić, a farba i złoto były naturalnie pod ręką.