— Chciałbym się wi... jesteś w domu!
Wysoki, ogorzały chłopak po wiejsku ubrany wskoczył do izby, nie prosząc o pozwolenie, i chwycił siedzącego z tyłu za ramiona.
— Cóż tam za głupie krotochwile?... Puszczaj! — odwrócił się i skoczył na równe nogi z krzykiem: — O rety... Jasiek!
— A ja!
— Skądeś się wziął?
— Przyjechałem z końmi na jarmark. Chłopców i Kaspra zostawiłem w stajni, a sam co tchu do ciebie... Aj, Wawrzuś, Wawrzuś... tyle lat, jakem poszedł z Krakowa! Gadaj no... to już będzie... chyba...
— Ano, ni mniej, ni więcej, ino531 pięć roków532 i trzy miesiące.
— Jak ten czas leci, aż się w głowie zawraca! Ale skądże tak dokumentnie pamiętasz? Nawet miesiące?
— Bo widzisz, ów ten rok srodze był dla mnie ważny. Cała przeprawa z Czarnym Rafałem... jeszcze mi dziś włosy stają na głowie...
— Oj i mnie!