— W którą stronę jedziecie, gospodarzu? — spytał Jasiek.
— Kazbym jechał? Toli do porębskiego lasa563.
— Może byście nas podwieźli krzynę? Od Krakowa piechotą idziemy, tak nogi bolą...
— A siadajcie; wozu mi nie ubędzie i konie nie poczują.
Wskoczyli uszczęśliwieni, że im się taka gratka trafiła. Wóz się toczył cicho, koła grzęzły w piasku.
— A wy dokąd? — spytał chłop.
— Także do Poręby.
— Odwiedzić kogo abo do księdza może?
— Do krewnych — krótko odpowiedział Jasiek; ale Wawrzuś nie mógł się powstrzymać i spytał drżącym głosem:
— Nie znacie przypadkiem Wojciecha, tego, co jego chałupa czwarta z kraja?