— Dawajcie chłopaka!
— Nie ma go!
— Pewno do domu poszedł!
— Nie, skrył się za przymurek. Chodź tu, chodź, czego się boisz? Zbój związany.
Przyprowadzono Wawrzusia przed oblicze pana burmistrza, ten go ujął za rączkę i rozkazał przywieść bliżej pojmanego. Jeden z ceklarzy oświecał go latarnią.
— Przypatrz się dobrze; znasz tego człowieka?
— Nie znam go.
— Widzi wasza wielmożność... dziecko chyba nie kłamie! — tryumfująco zawołał obcy.
— Więc nie jego widziałeś spuszczającego się oknem z kościoła?
— Juści153, ze jego.