— A o czymże pogwarka? — spytał Piotra.
— Spominamy23 se stare dzieje — odparł kościelny — raczej Walanty opowiada, a ja słucham. Człowiek to niemal na pamięć umie, a nigdy mu się nie znudzi, zwłaszcza od naocznego świadka słyszeć.
— O czymże takim?
— Sprawiedliwie gadają Piotr24; rozmawialiśmy o bitwie pod Warną25.
— O moiściewy26... nie przerywajcież sobie; toć i ja strasznie bym rad usłyszał, jak to było. Na wsi ludzie niewiela27 wiedzą o świecie, prawdę rzec, a nie zełgać, nawet nie ciekawi; a już co nasza Poręba, to prawie jak za murem. Puszcza niezmierzona od zachodu słońca i od północy, rzeka nas opływa w półkole, w ciężkiej robocie rok za rokiem przemija, człek się rodzi, żyje i umiera, nieświadomy niczego. Jeszcze łaska boska, jeżeli zna imię najmiłościwszego króla. Ach, gadajcie, gadajcie... serce mi z ciekawości młotami bije.
— Juści trudno, żebyście co z onego czasu zapamiętali — rzekł organista — ani was może na świecie jeszcze nie było.
— A ileż ta temu będzie? — spytał Wojciech.
— Czekajcie, zaraz wyrachujemy. Miłościwy król Władysław28 dwadzieścia lat miał, gdy zginął w onej strasznej bitwie. Za wielką chlubę i cześć sobie poczytuję, że w jednych obaśmy leciech29 byli: dlatego też łacniej30 mi to wyliczyć. Tedy dziś mamy... dziś mamy... rok pański... Pieter?
— Tysiąc czterechsetny siedemdziesiąty dziewiąty.
— Juści, prawiuteńko się zgadza, bo mi się na pięćdziesiąty szósty obróciło31. Zatem, jak raz trzydzieści pięć lat temu będzie w dniu dziesiątym listopada.