Majster Prot, opierając się na słowach owego, co widział, że antał próżny, podniósł rękę.
— O zakład!
— Zgoda!
— Kto przegra, ten wiadro piwa zapłaci; ja alibo wy.
— Dobrze!
— Dawajcie dzbany i szklanice!
Przyniesiono; Grzegorz odszpuntował i nalawszy do dzbanów, uprzejmie częstował zgromadzenie. Wszyscy pili ze smakiem i śmiali się z pana Prota.
— A... bo czego tamten krzyczał głupstwa, jak nie był swego pewny? I podział się gdzieś abo cicho siedzi, bo go wstyd.
— Cale182 mi nie wstyd, stoję przy was.
— Gdzie? Kto?