— Prościuteńko? — powtórzył Wawrzuś, klaszcząc w rączki. — A daleko jesce?
— Ha, będzie ze trzy staje190 — odpowiedział Froncek poważnie, a stary dorzucił:
— E... chyba ze cztery.
I znowu parsknęli śmiechem.
— A w którą stronę?
— O tam, gdzie te brzózki, zakręca się gościniec i już Poręba jak na dłoni.
Po obiedzie Grzegorz legł odpocząć. Froncek z Margosią poszli szukać grzybów, a Wawrzuś bawił się z kozą, z którą od pierwszej chwili poznania zawarł serdeczną przyjaźń... Słowa Froncka, że za brzózkami już widać Porębę, brzmiały mu wciąż w uszach; coś go gnało w tę stronę...
„To i cego będę cekał, może długo jesce będą popasać — myślał — a kiedy to tak blisko, to chyba trafię”. — Podszedł do Grzegorzowej i pocałował ją w rękę.
— A czego chcesz, synku?
— Przysedłem was pożegnać, ide do domu. Bóg zapłać za wsytko.