— A jeść nie? — spytała, ujęta pokornym zachowaniem się dziecka.
— Bóg zapłać, mam jesce kawał chleba, co mi Grzegorzowa dali.
— No, sam chleb to prawie na Wielki Piątek; zjedzże krupniku razem z nami, na zdrowie ci.
Baba podała mu łyżkę, siadł na progu przy jej córeczce i nabrał z miski krupniku uczciwie omaszczonego wędzonką.
— A cóż to za jedna ta Grzegorzowa, co ci dała chleb? — spytał gospodarz.
Wawrzuś nastraszył się. Jak się przyzna, gotowi go wiłom198 oddać, stary zabije na śmierć...
— To moja chrzestna matka; byłem u niej dwa tygodnie.
— A teraz gdzie?
— Wracam do domu, do Poręby.
— Każ199 ta Poręba? daleko? Może aż pod Krakowem?