— Czekajcie, ja was pogodzę — odezwała się Magda, podchodząc ku nim. — Dy najprostsza rzecz popytać dziecko; może go kto i nauczył kozły magać217, cóż by to było dziwnego? Hej, malućki, chodź no tu, coś ci powiem!... Gdzież to polazł? Tylko co siedział na trawie, ot tu.

— Może do izby poszedł?

— A przy muzykusach go nie ma?

— Śpi pewno pod wiśnią, zobaczcie.

— Nie, tu go nie ma, może się załgał218 do komory i gospodaruje.

— Nie, komora zamknięta.

— Poszedł za bramę?

— Stoimy tu z godzinę — odezwało się kilkoro malców — a nijaki chłopak nie przechodził.

— Aha, aha, cóż teraz będzie? Śmiejcież się ze mnie! Czego się nie śmiejecie? Aha! Czyja prawda? Wyrosło spod ziemi nieproszone, nadokazywało diabelskim sposobem i zapadło się w ziemię z powrotem. Żeby tak na mnie, tobym w te pędy posłał po Dudzinę.

— E... nie prosili jej na wesele, gdzieżby teraz przyszła? Gniewa się, ano co strach.