— Nie... tego już za wiele! Widzicie? — z oburzeniem szumi śliwa.
— Jakoś nie dojrzę, co takiego? — pyta grusza.
— Dwie bose nóżki wyłażą spod białej komży!
— Dwie nóżki... czy podobna! Wiatr cichnie... drzewa śpią...
Wawrzuś biegnie z płaczem prosto przed siebie. Ach, tak się strasznie boi! Którędy iść, żeby nie spotkać okrutnego zbója?
„O Matko Boska z matusinego obrazka, prowadź mnie!”
Biegnie dalej. Wielki ciemny budynek zastępuje mu drogę. Czy kościół? Noc ciemna, nic nie można rozróżnić. Jakieś schodki, jakieś drzwi...
Ojciec Szymon256, bernardyn, powracał w nocy od chorego; brat Elfegus z latarnią szedł przodem. Dochodząc już do furty, spostrzegł coś ciemnego na schodach... przyświecił, popatrzył się.
— Ojcze wielebny, dziecko śpi na naszym progu.
Ojciec Szymon pochylił się i nic nie odpowiadając, wziął dziecko na ręce.