— Miejże uciechę, żeś wygrał raz na sto, zgadzam się.
Królewicz, młodzieniec o pięknych rysach i wspaniałej postaci, pocałował, śmiejąc się, ojca w rękę, zamknął szachownicę i skłoniwszy się uprzejmie Długoszowi, wyszedł z komnaty.
— Usiądźcie, wielebny kanoniku. Mówił mi ksiądz jałmużnik323, że w Tyńcu z wami się zjechał324; długoście tam byli?
— Dwa dni, miłościwy panie, a i to za wiele. Na starość ino doma325 najlepiej.
— Słyszałem także od owego326, że znamienite dzieło wasze ukończyliście już z pomocą Bożą.
— Tak jest i mocno się tym raduję, bom się lękał, że nie dopełnię zamierzonej całości. Teraz się ino troskam, by insi po mnie, z uczciwością prawdzie służąc, dalej dzieje ojczyzny i panowanie królów spisywali.
— Pomnicie też, księże kanoniku, obietnicę?
— O tej li mówicie, miłościwy panie, którą wam dałem przed rokiem?
— Tak jest, przyrzekliście, gdy ostatnią kartę napiszecie, dać mi to dzieło do czytania. Niecierpliwie oczekuję.
— Nie wszystkie jeszcze księgi przepisane, ale dziś mam tu ze sobą jedną, właśnie tę, o którąście mnie kilkakroć pytali, panowanie i zgon nieśmiertelnej pamięci brata waszego Władysława.