— Oho, chyba z dalekości wędrujecie, gospodarzu, kiedy o takie rzeczy pytacie.

— Więcej niż dziesięć mil.

— Kto siedzi we dworze? Wstyd w nim siedzi. Ulubienica miłościwego pana — jąkając się odpowiedział Wojciech.

— A co to komu wadzi? Przecie królowi też się jakowaś rozrywka należy — zauważył ze śmiechem podróżny.

— Grzeszne wasze słowa — surowo odpowiedział Trzaska. — Poczciwemu człeku nie przystoi52 tak mówić. Kto ino cześć ma dla miłościwego pana — a Bogu najwyższemu wiadomo, że w całym królestwie wszyscy go nad własny żywot miłujemy — tedy kto ino serce ma uczciwe, co dzień się gorąco modli, by nasz król ukochany rzucił precz od się tę bezecnicę.

— Ej, chyba nie każdy taki zawzięty na tę biedaczkę? Jakże jej to?

— Rokiczana zwie się, diabelska pokuśnica. Z Czech ją biesi przynieśli.

— Czy taka zła, niemiłosierna, czy krzywdzi kogo?

— Dobra ci nie jest ani miłosierna — gorzko odrzekł Wojciech — ale my ta jej dobroci nie łaknący. Niechby se wróciła, skąd przyszła. Tyle od niej łaski wyglądamy.

— Aleście też surowym sędzią, gospodarzu. Ani koronowanej głowie nie przepuścicie!