— Ach, jestem taka przerażona — wyszeptałam, drżąc.

— Moja droga młoda damo, moja droga młoda damo! — Nie uwierzy pan, jakim dobrotliwym, łagodnym tonem to powiedział. — A cóż tak panią przeraziło, moja młoda damo?

Lecz głos jego brzmiał trochę zbyt życzliwie. Przesadził. Wiedziałam, że muszę mieć się na baczności.

— Byłam na tyle głupia, że weszłam do tego pustego skrzydła — odpowiedziałam. — Ale w tym ponurym półmroku jest takie opuszczone i niesamowite, że nagle ogarnął mnie strach i czym najprędzej wybiegłam. Ach, tam jest tak okropnie!

— Nic więcej? — zapytał i spojrzał bystro na mnie.

— A co pan przez to rozumie?— zapytałam.

— Jak pani myśli, dlaczego zamykam te drzwi?

— Nie mam pojęcia.

— Żeby nikt niepowołany tam nie wchodził. Rozumie pani? — Wciąż uśmiechał się uprzejmie.

— Ależ z pewnością, gdybym wiedziała...