— Jest przytwierdzone do podłogi. Nie robi się tego bez powodu.

— Oczywiście.

— Miss Stoner nie mogła tedy przesuwać swego łóżka. Musiało stać zawsze pod wentylatorem i sznurkiem, mówię pod sznurkiem, bo dzwonka tam nie było.

— Słuchaj! — zawołałem. — Zaczynam powoli rozumieć twoje domysły. Przybywamy w samą porę, ażeby przeszkodzić zbrodni strasznej i wymyślnej.

— Bardzo strasznej i bardzo wymyślnej. Gdy lekarz wejdzie na złą drogę, zamienia się w najpotworniejszego przestępcę, bo ma za sobą zimną krew i wiedzę. Palmer4 i Pritchard5 byli pierwszymi swego zawodu. Ten jegomość mierzy jeszcze wyżej, ale, zdaje mi się, Watsonie, że będziemy sprytniejsi od niego. W oczekiwaniu stwierdzenia tych wszystkich okropności, wypalmy fajkę i usiłujmy myśleć przez kilka godzin o rzeczach mniej ponurych.

Około godziny dziewiątej światło błyszczące między drzewami zagasło i zapanowała znów w stronie Stoke Moran zupełna ciemność. Minęły dwie długie godziny. Wybiła wreszcie jedenasta i w tejże chwili jasny blask rozproszył ciemności na wprost nas.

— Nasz sygnał! — zawołał Holmes, zrywając się na równe nogi. — To światło pochodzi niechybnie ze środkowego okna.

Wychodząc, objaśnił oberżystę, że idziemy w odwiedziny do znajomego, u którego może spędzimy noc. W chwilę później byliśmy na gościńcu, dążąc do światła, które nam służyło za przewodnika w nocnej wyprawie, a lodowaty wicher smagał nas po twarzy.

W murze okalającym park było tyle wyłomów, że z łatwością dostaliśmy się do wnętrza. Niebawem przeszliśmy przez duży trawnik i zabieraliśmy się do wejścia przez okno, gdy z altanki wawrzynowej wyskoczył nagle jakiś karzeł potworny, rzucił się na trawę, skręcony w kłębek, po czym zerwał się, uciekł i znikł w ciemnościach.

— Boże Wielki! — szepnąłem. — Widziałeś?