— To prawda — przyznał sir Henryk — a więc, Barrymore...
— Niech Bóg nagrodzi to jaśnie panu — przerwał kamerdyner ze szczerym wybuchem wdzięczności. — Moja żona nie przeżyłaby drugi raz takiej hańby...
— Po prostu sprzyjamy i dopomagamy łotrowi... Ale nie chcę wtrącać pani Barrymore do grobu... i jeśli Seldon opuści te strony i zachowa się spokojnie, będę milczał.
Kamerdyner skłonił się głęboko i zmierzał ku drzwiom, ale zawahał się i przystąpił znowu do sir Henryka.
— Jaśnie pan był dla mnie tak dobry — szepnął — że chciałbym się mu odwdzięczyć wedle możności. Ja coś wiem i powinienem był powiedzieć to wcześniej, ale wykryłem to po skończonym śledztwie. Tyczy się to śmierci sir Karola...
Obaj z sir Henrykiem zerwaliśmy się na równe nogi.
— Wiesz, w jaki sposób umarł?... — zagadnął baronet.
— Nie, jaśnie panie, tego nie wiem.
— Więc cóż?
— Wiem, dlaczego był przy furtce o tej godzinie. Czekał na kobietę.