— Wszak pan zna tu wszystkich? — zagadnąłem doktora.
— Zdaje mi się — odparł.
— Czy nie mógłby mi pan wymienić kobiety, której inicjały są: L. L.?
Szukał w pamięci.
— Nie — rzekł wreszcie. — Jest tu wprawdzie kilka rodzin cygańskich, o których nic nie wiem, lecz znam wszystkich farmerów i obywateli okolicznych z imienia i nazwiska. Poczekaj pan... — rzekł nagle. — Jest Laura Lyons — inicjały L. L., ale ona mieszka w Coombe Tracey.
— Kto to taki? — spytałem.
— Córka starego Franklanda.
— Jak to? Więc ten dziwak ma córkę?
— Ma. Wyszła za artystę, nazwiskiem Lyons, który przybył tu dla malowania okolicy. Opuścił żonę, choć mówią, że i ona nie jest bez winy. Ojciec wyparł jej się. Biedna kobieta ma ciężkie życie...
— Z czegóż się utrzymuje?