Była bliska omdlenia, zapanowała jednak nad sobą.
— Więc już nie ma w Anglii gentlemanów!... — szepnęła z goryczą.
— Pani krzywdzisz pamięć sir Karola — rzekłem. — On ten list spalił, ale można odczytać list nawet po spaleniu... Czy pani przyznaje się do tych słów?
— Tak, napisałam je! — zawołała nagle. — Napisałam. Nie potrzebuję się zapierać! Nie mam powodu wstydzić się. Chciałam prosić sir Karola o pomoc. Sądziłam, że mi jej udzieli po rozmowie w cztery oczy i dlatego prosiłam go, żeby stawił się u furtki.
— Ale czemu o takiej godzinie?...
— Bo dowiedziałam się właśnie, że wyjeżdża nazajutrz do Londynu i że jego nieobecność potrwa kilka miesięcy. Były powody, dla których nie mogłam przybyć tam wcześniej.
— Dlaczego wyznaczyłaś mu pani spotkanie w ogrodzie, nie zaś w pałacu?
— Czy pan sądzi, że kobieta może bezkarnie odwiedzać mężczyznę bezżennego o takiej godzinie?
— I cóż się stało, gdy pani przybyła do furtki?
— Nie stawiłam się wcale.