— Ale czemuż ukrywałeś się przede mną?
— Bo w razie przeciwnym nie wstrzymałbyś się od komunikowania się ze mną; zechciałbyś mnie zaopatrywać w lepsze jadło, cieplejszą odzież i wprowadziłbyś tamtych na mój ślad. Przywiozłem ze sobą Cartwrighta, pamiętasz tego malca z hotelu, on myślał o mnie: przynosił mi chleb i czystą bieliznę. Czegóż mi więcej potrzeba? Dał mi przy tym parę bystrych oczu i parę zwinnych nóg, co jest pożądane.
— A więc moje listy były niepotrzebne?
Holmes wyjął paczkę listów.
— Oto twoje sprawozdania — rzekł — Dostawałem je z dwudziestoczterogodzinnym opóźnieniem i oddały mi znaczne usługi. Muszę cię pochwalić za gorliwość i spryt, których dowiodłeś w tej niezwykłej sprawie.
Serdeczne słowa Holmesa rozproszyły mój żal do niego, tym bardziej iż czułem, że lepiej się stało, żem nie wiedział o jego przebywaniu na bagnie.
— A teraz opowiedz mi twoją wizytę u pani Lyons — rzekł. — Nietrudno mi było domyśleć się, że jeździłeś do niej, gdyż wiem, że ona jedna w Coombe Tracey może nam dostarczyć potrzebnych informacji. Co prawda, gdybyś nie był rozmówił się z nią dzisiaj, byłbym do niej poszedł jutro.
Słońce już zaszło, powietrze ochłodziło się. Weszliśmy do jaskini. Usiadłszy na kamieniu obok Holmesa, opowiedziałem mu moją rozmowę z panią Lyons.
— To bardzo ważny szczegół — oświadczył. — Wypełnia lukę, której nie zdołałem pokryć. Wiesz zapewne, że pomiędzy tą damą a Stapletonem zachodzą bardzo bliskie stosunki?...
— Nie wiedziałem.