— Cóż pan rozkażesz?

— Czekać.

— Ha! Nie jest to miła robota, zwłaszcza wśród takiego otoczenia. Cóż za pustkowie!... — mówił Lestrade, oglądając się dokoła.

— Widzisz te światełka w oddali? To Merripit House, cel naszej wycieczki. Teraz musimy iść na palcach i mówić szeptem.

O dwieście jardów przed domem Sherlock kazał nam stanąć.

— Poczekamy tutaj — szepnął. — Te kamienie na prawo stanowią wyborną osłonę. Zaczaisz się za nimi, Lestrade. Wszak byłeś w tym domu, Watson? Rozkład mieszkania jest ci znany. Widzisz oświetlone okno?

— To od kuchni.

— A tamto, po drugiej stronie?

— To od jadalnego pokoju.

— Proszę cię, zakradnij się pod te okna i zobacz, co oni tam robią, ale na miłość boską, ostrożnie, żeby nie zmiarkowali, że są śledzeni.