— Po czym to miarkujesz, Holmes?
— Jesteś trzeźwy, pachnący, w dobrym humorze. Nigdy nie domyślisz się, gdzie ja byłem.
— Nie będę nad tym suszył głowy. Powiesz mi sam.
— A więc byłem w Devonshire.
— Myślą?
— Tak. Moje ciało pozostało tutaj, na tym fotelu, i skonsumowało dwa olbrzymie imbryki kawy i niezliczoną moc tytoniu. Po twoim wyjściu posłałem do Stamforda po mapę tej okolicy i błądziłem po niej przez dzień cały. Pochlebiam sobie, że każda piędź ziemi jest mi teraz dobrze znana.
— To zapewne mapa o wielkiej skali?
— Tak.
Rozwinął ją i położył na kolanie.
— Widzisz — mówił — oto łąka, a to Baskerville-Hall.