— Ależ ja zaledwie przyjechałem...
— Dlaczego pan nie chce zrozumieć, że ta przestroga ma pańskie dobro na względzie? Raz jeszcze powtarzam: wracaj pan do Londynu zaraz, dziś wieczorem. Opuść te strony. Cicho!... Mój brat nadchodzi. Nie mów mu pan o tym ani słowa... Proszę mi zerwać parę storczyków z tej kępy traw — rzekła innym zupełnie głosem. — Mamy dużo dzikich storczyków. Lubię ten kwiat.
Stapleton zaniechał pościgu i wracał zdyszany.
— Skądże się tu wzięłaś, Beryl? — rzekł ostro.
— Widzę, że jesteś zmęczony — zagadnęła.
— Tak, goniłem motyla. Piękny okaz; spotyka się go rzadko, zwłaszcza na jesieni.
Mówił to lekko, ale patrzał na siostrę badawczo i groźnie.
— Zapoznaliście się państwo, jak widzę — rzekł. — Prezentacja już zbyteczna.
— Tak; prosiłam właśnie sir Henryka, żeby zerwał dla mnie parę storczyków.
— Więc bierzesz pana...