— Co dostanie? — zapytał McMurdo sąsiada.

— Kulkę w łeb — krzyknął mężczyzna, wybuchając śmiechem. — Co myślisz o naszych metodach, bracie?

Wyglądało na to, że przestępcza dusza McMurdo uległa już złym wpływom towarzystwa, którego był teraz członkiem.

— Bardzo mi się podobają — odparł. — Odpowiednie dla odważnych chłopaków.

Kilku siedzących w pobliżu usłyszało jego słowa i przyjęło je oklaskami.

— Co tam się dzieje? — zawołał czarnowłosy mistrz z drugiego końca stołu.

— Nowy brat mówi, że nasze sposoby mu się podobają.

McMurdo wstał.

— Chciałem powiedzieć, czcigodny mistrzu, że gdyby potrzebowano człowieka, uważałbym za zaszczyt, jeślibym został wybrany, żeby przysłużyć się loży.

Znowu rozległy się oklaski. Zrozumiano, że na horyzoncie pojawiła się nowa gwiazda. Kilku starszym ten postęp wydawał się nieco za prędki.