— Wciąż na tropie nieuchwytnego cyklisty? — zapytał Holmes wesoło. — Jakie ostatnie wieści o tym gałganie?

MacDonald wskazał żałośnie na stos korespondencji.

— Donoszą o nim obecnie z Leicester, Nottingham, Southampton, Derby, East Ham, Richmond i czternastu innych miejscowości. W trzech z nich — East Ham, Leicester i Liverpoolu — poznano go i zaaresztowano. Cała okolica jest, jak się zdaje, pełna uciekinierów w żółtawych paltach.

— Mój Boże! — powiedział Holmes ze współczuciem. — A teraz posłuchajcie mnie, panowie. Chciałbym panom udzielić pewnej dobrej rady. Kiedy przystąpiłem do sprawy razem z panami, umówiłem się, że nie będę przedstawiał nieugruntowanych teoriami, ale zamilczę i opracuję swoje pomysły do chwili, kiedy będę je uważał za pewne. Z tego powodu nie mogę teraz panom jeszcze powiedzieć wszystkiego, co myślę. Z drugiej strony, przyrzekłem, że zachowam się w stosunku do panów jak należy, a sądzę, że nie byłoby ładnie z mojej strony pozwolić panom choćby na chwilę tracić siły na bezużyteczną robotę. Dlatego przyszedłem tu dać panom jedną radę, a rada moja zamyka się w trzech słowach: zostawcie tę sprawę.

MacDonald i White Mason spojrzeli zdumieni na swojego słynnego kolegę.

— Pan uważa sprawę za beznadziejną — zawołał inspektor.

— Uważam panów sprawę za beznadziejną. Uważam, że tą drogą nigdy panowie nie dojdziecie do prawdy.

— Ale cyklista. On nie jest wymysłem. Mamy jego opis, jego walizkę, jego rower. Ten człowiek gdzieś musi być. Dlaczego nie mieliśmy go schwytać?

— Tak, tak, on jest gdzieś, bezwarunkowo schwytamy go, ale nie chciałbym, aby panowie tracili siły w East Ham albo w Liverpoolu. Jestem pewny, że dojdziemy do celu krótszą drogą.

— Pan coś ukrywa. To nieładnie, panie Holmes — Inspektor był urażony.