— To ty, Watsonie? — krzyknął.
— Tak.
— Chodź tu. Co tam stoi czarnego na dole?
— Beczka na wodę.
— Ma pokrywę?
— Tak.
— Ani śladu drabiny?
— Nie.
— Niech go diabli porwą!... Tu można kark skręcić. Powinienem przecież umieć zejść stąd na dół, skoro on zdołał się tu wdrapać. Rynna wydaje się dość solidna... Ale tu jakoś idzie...
Usłyszałem szuranie stóp, a światło latarni zaczęło zsuwać się po murze. Wreszcie Holmes lekkim susem zeskoczył na beczkę, a stamtąd na ziemię.