— Ależ, droga pani — rzekł Holmes, wzruszając ramionami — zupełnie niepotrzebnie się pani niepokoi. Skąd pani wie, że to właśnie ten człowiek z drewnianą nogą przyszedł do męża w nocy? Skąd ta pewność?

— Jego głos, proszę pana! Poznałam jego gruby głos. Zastukał do okna... mogła być trzecia... „Wstawajcie — powiada — czas w drogę”. Mój stary obudził Jima... to mój najstarszy... i poszli, a do mnie to się nawet nie odezwali. Słyszałam dobrze stuk drewnianej nogi po kamieniach.

— A czy ten człowiek był sam?

— Nie mogę powiedzieć, proszę pana. Nie słyszałam nikogo innego.

— Bardzo mi przykro, bo chciałem wynająć porządną łódź motorową, a zachwalano mi bardzo... jakże się nazywa?

— „Aurora”, panie.

— Aha! Czy to nie taka stara, zielona motorówka z żółtym pasem, bardzo szeroka pośrodku?

— Nie, proszę pana. Jest mała i wąska, a została teraz świeżo pomalowana na czarno z dwoma czerwonymi pasami.

— Dziękuję. Liczę, że pan Smith wróci niebawem. Udaję się w dół rzeki, a gdybym gdzieś spostrzegł „Aurorę”, zawiadomię pana Smitha, że pani jest niespokojna. Mówiła pani, że „Aurora” ma czarny komin, prawda?

— Nie, proszę pana. Czarny z białym pasem.