— Nie wiem. Podobno ten głos rozlega się często po bagnie — odparłem. — Już go raz słyszałem.
Zaległa znowu cisza, przerażająca, złowroga. Staliśmy, nasłuchując, ale żaden dźwięk nie wpadł nam w ucho.
— Watson... — szepnął baronet — to było szczekanie psa!...
W jego głosie brzmiał strach tłumiony.
— Jakże okoliczni mieszkańcy tłómaczą sobie to przeraźliwe wycie? — zapytał.
— Ktoby tam uważał na to, co mówią ludzie prości.
— Powiedz mi jednak, co mówią?
Zawahałem się.
— Powiadają, że to szczekanie psa Baskervillów — odparłem.
Milczał długo.