— Przysięgam panu na wszystko, co mi jest świętem i drogiem, że mówię prawdę. Nie pojechałam, bo mi coś przeszkodziło.
— Co takiego?
— To sprawa osobista, prywatna. Nie mogę powiedzieć.
— A zatem przyznaje pani, że wyznaczyła sir Karolowi spotkanie o godzinie i na miejscu, gdzie go znaleziono trupem; przeczy pani jednak, że stawiła się na miejscu umówionem...
— Mówię prawdę.
Zadałem jej jeszcze kilka pytań, chcąc ją skłonić do wyznań, ale nadaremnie.
— Mrs. Lyons — rzekłem, wstając — bierze pani na siebie wielką odpowiedzialność i stawia się pani w trudnem położeniu. Jeżeli będę zmuszony wezwać pomocy policyi, wtedy dopiero przekonasz się pani, jak dalece jesteś skompromitowaną. Gdybyś pani była niewinną, to w pierwszej chwili nie zaprzeczyłabyś, żeś pisała tego dnia do sir Karola.
— Zaprzeczyłam, w obawie, aby nie wyciągnięto z tego wniosków fałszywych i żeby nie być wplątaną w skandal.
— A dlaczego zależało pani tak bardzo na tem, aby sir Karol ów list spalił?
— Jeżeli pan go przeczytał, to musi pan wiedzieć, dlaczego.