Ostatnie promienie słońca gasły na zachodzie.
— Jeszcze jedno pytanie — rzekłem, wstając. — Wszak między nami nie powinno być sekretów. Powiedz mi, jaki on ma w tem cel?
Holmes zniżył głos.
— Jego celem jest... morderstwo — chłodne, wyrafinowane — odparł. — Nie pytaj mnie o szczegóły. Oplątuję go w sieci, tak, jak on — sir Henryka. Jednego tylko obawiam się, a mianowicie, żeby on nie wykonał swego zamiaru, zanim będziemy gotowi do walki. Jeszcze jeden dzień, dwa najwyżej, a będę w stanie zmierzyć się z tym łotrem, ale tymczasem strzeż sir Henryka; żałuję nawet, żeś go dziś opuścił.
Straszny jęk przerwał ciszę. Krew zamarła w mych żyłach.
— Co to takiego? — zawołałem.
Holmes zerwał się na nogi, wybiegł przed jaskinię, nastawił ucha.
— Cicho! — szepnął — cicho!
Ten sam jęk powtórzył się bliżej, dźwięczał w nim strach i ból.
— Skąd to dochodzi? — spytał Holmes szeptem.