— Byłby to dziwny zbieg okoliczności. Sądzę jednak, że zdołamy wykazać związek pomiędzy jednym faktem a drugim. Chcę być z panią zupełnie szczerym. Poczytujemy ten „wypadek” za morderstwo; podejrzanym jest nietylko przyjaciel pani, mr. Stapleton, lecz i jego żona...
Mrs. Lyons zerwała się na równe nogi.
— Jego żona?... — krzyknęła.
— Tak. Rzecz wyszła na jaw. Osoba, [która] dotychczas uchodziła za jego siostrę, jest właściwie jego żoną...
Pani Lyons usiadła znowu, jej palce [ściskały] poręcz fotela z taką siłą, że aż paznogcie zbielały.
— Jego żona! — szeptała. — Jego żona! Więc on jest żonaty!...
Sherlock Holmes rozłożył ręce, jak gdyby chciał powiedzieć, że niema na to rady.
— Chcę mieć dowód. Jeśli pan potrafisz stwierdzić te słowa faktami... — Nie dokończyła, głos zamarł w jej piersi.
— Przybyłem, uzbrojony w dowody, wiedząc, że ich pani zażąda — oświadczył Holmes, wyjmując paczkę papierów z kieszeni. — Oto fotografia małżonków, zdjęta przed kilku laty w York. Zapisani są w księgach zakładu fotograficznego jako „państwo Vandelour”, ale łatwo poznać i ją, i jego. Dalej — trzy rysopisy małżonków Vandeleur; mąż w owym czasie był kierownikiem szkoły prywatnej w St-Oliver. Rysopisy zostały nadesłane przez osoby wiarogodne. Odczytaj je pani, a przekonasz się, czy odpowiadają wyglądowi pana Stapleton i jego domniemanej siostry.
Przebiegła okiem listy i pogrążyła się w milczeniu. Skostniała jakby z bólu.