Amerykan wjechał na boczną drogę; mknęliśmy wśród łąk żyznych i pól uprawnych. Przy każdym zakręcie, ujawniającym nowe horyzonty, Baskerville wydawał ciche okrzyki zachwytu. Minęliśmy lasek dębowy; zeschłe liście uściełały drogę nowemu dziedzicowi. Można to było poczytywać za złą wróżbę...
— Hola! cóż to znaczy? — zawołał doktor Mortimer, gdyśmy wyjechali na pole.
Jak wryty w ziemię, stał żołnierz na koniu, z bagnetem przez ramię.
— Co to znaczy, Perkins? — spytał znowu doktor Mortimer.
Stangret odwrócił się ku nam i rzekł:
— Trzy dni temu, jakiś więzień uciekł z więzienia w Princetown; wszystkie drogi kołowe i wszystkie dworce w pobliżu strzeżone są przez wojsko. Nie podoba się to naszym fermerom.
— Powinni być radzi. Policya płaci dobrze za wiadomości o zbiegach. Można zarobić kilka funtów.
— Ale można też stracić głowę, bo taki nie daruje i gardło [poderżnie] każdemu, kto policyę na jego trop wsadzi.
— Cóż to za jeden?
— Nazywa się Seldon. Wpakowano go do więzienia za morderstwo w Notting-Hill.