Stapleton spojrzał na mnie z zagadkowym wyrazem twarzy.
— Dziwne te bagna, prawda? — rzekł jakby z dumą.
— Co to takiego? — spytałem.
— Włościanie powiadają, że to pies Baskervillów upomina się o zdobycz. Słyszałem ten głos parę razy, ale nigdy jeszcze tak wyraźnie, jak dzisiaj.
Dokoła nie było widać żadnego żywego stworzenia.
— Jesteś pan człowiekiem wykształconym. Wszak pan nie wierzysz w przesądy? Jakże pan tłómaczy sobie te głosy? — spytałem.
— Stwardniałe błoto, pękając, wydaje czasem takie jęki — odparł.
— Nie, nie; to był głos żywego stworzenia.
— Czyś pan kiedy słyszał wabienie błotnego ptaka, zwanego bąkiem?
— Nie.