W życiu towarzyskim naśladują bardzo licho szyk francuski: są grzeczni aż do znudzenia, do mdłości; uczynni, ale tylko w słowach; są szczerze lekkomyślni; nadzwyczaj próżni, chwalcy i mówcy z zacięciem patosu w najgorszym gatunku, nie liczą się bowiem ze słowami. „Nie było i nie ma na świecie, w historii większego, lepszego, szlachetniejszego...” etc. etc., to znaczy po polsku w najlepszym razie: „dobry człowiek”.

A dzienniki są tylko echem ich umysłowości; oto próbka: „Dwa tylko ideały, dwa bogi, niezrównane, najdoskonalsze, wieczne, posiada cała ludzkość: to Tiradentes i Chrystus”...

A Jose da Silva Xavier, zwany Tiradentes, wszczął w roku 1792 w Minas Geraes zbrojny bunt przeciw Portugalii i zginął pod kołem... Iluż takich liczy... ludzkość, ale tylko w Brazylii są Chrystusami.

Wchodzimy do salonu bogatego Brazylijczyka. Trzy okna od ulicy otwarte, kinkiety i lampy jasno rozświetlają pokój, a przechodząca publiczność zagląda, robi często głośne uwagi. Pod ścianą na prawo od wejścia kanapa, po bokach dwa fotele, zajęte przez damy starsze. Od jednego i drugiego fotelu, w linii równoległej rząd krzeseł, na nich młodsze panie i panny. Stół przed kanapą pełen ciast, owoców; służąca roznosi czarną kawę.

W pokoju jadalnym, do którego nas proszą, sami panowie, panie już jadły; na stole, jak tu jest zwyczajem, ustawiono wszystkie potrawy od razu, służący zmienia tylko talerze.

Gdyby nie wstrętny zapach tłuszczu, nie dający się zabić ostrymi przyprawami, to może mogłaby smakować kuchnia brazylijska, ale zawsze i wszędzie czuje się ten tłuszcz, nawet w palmitach. Jadłem je, skuszony znakomitym opisem jednego z podróżników, który znalazł w nich „smak między grzybami, śledziami, szparagami, kwaszoną kapustą” — nic z tego: co najwyżej przypominają surowe głąbie kapusty.

Jemy, pijemy zupełnie bez dam; rozmowa, po wyczerpaniu możliwej i niemożliwej krytyki przeciwników politycznych, kuleje. Nagle wstaje jeden z gości i słowami w superlatywie wypowiada mowę na cześć gospodarza, inni jedzą, skończył... nadpito szklanki... Potem wstaje drugi, trzeci i tak zabawialiśmy się od siódmej do dziewiątej wieczór; następnie kawa, panie się ubierają... To nazywa się bardzo przyjemny wieczór.

Gdy razem są panie i panowie, rozmowa toczy się na temat przewinień stronników politycznych, o zmianach w urzędach; często padnie dwuznacznik przyjęty wesoło i zabawy towarzyskie w rodzaju pierścionka, mruczka itd.

Kobiety, póki młode są i ładne, w ogóle bywają pilnowane, strzeżone, podejrzewane — czy słusznie, nie wiem, ale że nie grzeszą zbytnią pruderią, można poznać z żartów często zbyt swobodnych, i np. na pokładzie statku, a była to arystokracja z Rio Grande do Sul, chodziły w białych kaftanikach bardzo luźnych, w sukniach zbyt przylegających, bo bez spódnic, w pantoflach przydeptanych i obchodziły się bez żeńskiej obsługi.

— Czy stewardzi obsługują panie?