Dowiedziawszy się o co idzie, rzekła:
— Ty, ociec, siedź w domu. Miguelo krzyw117 na ciebie za muła, coś zajął z milii. Strzelić u takiego nic... pójdę ja z panem.
Idziemy, gospodyni przez grzeczność puszcza mnie przodem. Otóż i mieszkanie kabokla.
— Teraz ja pójdę pierwsza: pana może ustrzelić, a ja znam ich zwyczaje.
Staje dość daleko przed furtką ogrodzenia pierwotnego z poziomo położonych, ściętych drzew, wspartych na wiązadle między drążkami pionowymi, i klaszcze w ręce: jest to sposób anonsowania się przyjęty w całej Brazylii; bez klaskania nikt nie otworzy domu.
Klaszcze powtórnie.
Chata przede mną zbudowana z nieociosanych, łupanych kołków, wbitych w ziemię, przeplatanych w pośrodku jakąś lianą, bez okien, nakryta palmowymi liśćmi.
Wreszcie uchylają się drzwi,i gospodarz w koszuli i hajdawerach118 krótkich, brunet z brodą, z pistoletem w ręku, pyta:
— Quem e? (kto tam?)
Poznawszy sąsiadkę, mruknął pozwolenie, a ta, nim przeszła furtkę, wytłumaczyła mu cel mego przybycia.