Już Jaś pędzi, że aż dudni.

Trzask! uderza i ucieka.

A wtem gniewnie pies zaszczeka.

— Przecież ci nie wlazłem w drogę?

I urwisa cap! za nogę.

Oj! aj! boli!... krew się leje,

Janek krzyczy, prawie mdleje.

Spuchła noga do wieczora,

Więc posłano po doktora.

Przyszedł doktór, opatruje: