Król swych dworzan wnet wysyła, tym wypadkiem zasmucony, własną odzież dać mu każe: drogą szatę, miecz złocony. A gdy przebrał się już Janek wśród dworaków grzecznej rzeszy, wyglądając jak książątko, do monarchy zaraz śpieszy. Król królewnie go przedstawia, a ta zaraz, gdy spojrzała, to sierotę ubogiego całem sercem pokochała. Król do siebie go zaprasza i w kolasie usiąść każe i przygląda się z uśmiechem urodziwej, młodej parze.

A tymczasem kot uczony w prędkich susach biegnie przodem, tak na jaką prawie wiorstę przed królewskim korowodem, i natrafił na kosiarzy, co kosili właśnie siano, więc przemawia do nich groźnie: „Posłuchajcie, co kazano! Król tak żąda: gdy kto spyta, czyje wokół są te łąki, czyje owce i te krowy, których zdala słychać dzwonki, odpowiedźcie wszyscy razem: „to rzecz przecież dobrze znana, — wszystkie łąki do okoła to jest własność hrabi Jana.” Gdy kto tego nie usłucha i inaczej komu powie, tego schwytać król rozkaże i wnet odda go katowi!” Po tem znowu pędzi dalej, aż natrafił na żniwiarza i ów rozkaz wymyślony grubym głosem znów powtarza.

Król nadjeżdża do kosiarzy. — „A czyje to?” — „Wszak rzecz znana, — zaraz chłopi odpowiedzą — że to wszystko hrabi Jana.” — „Śliczne łąki masz, mój hrabio, pewnie sute masz z nich zyski?” A wtem znowu król spostrzega pól szumiących obszar bliski. — „Czyjeż pola te? — zapyta, a żniwiarze: „To rzecz znana, że, jak okiem tylko sięgnąć, wszystko wokół hrabi Jana.” — „Ho! mój hrabio, — rzeknie władca — to masz, widzę, powiat cały, jakiż musi być twój zamek? pewnie wielki i wspaniały? Kontent jestem, żem cię poznał, bo podobasz mi się z miny, może ciebie w końcu, hrabio, zrobię mężem mej dziewczyny.”

A tymczasem mądry kotek znów Jankowi z oczu znika i ochoczo galopuje wprost na zamek czarownika. Ten czarownik — olbrzym straszny siedział właśnie na podwórzu, kiedy przed nim stanął Mruczek w swem odzieniu pełnem kurzu. — „Witam! witam waszą miłość!” — rzeknie kotek bardzo grzecznie, bo to zacząć z takim zbójem nie tak bardzo jest bezpiecznie. „Czy to prawda — ciągnie dalej — czy też tylko plotka taka, że się waćpan możesz zmienić w lwa, tygrysa, lub szczupaka?” — „Czy to prawda? — olbrzym wrzaśnie — czekaj zaraz ci pokażę!” i wymówił zaklęć słowo, pijąc wino, co jest w czarze. Ledwo wypił owo wino, w lwa wielkiego się zamienia, a struchlały, biedny kotek aż oniemiał z przerażenia i czemprędzej na dach skoczył cały drżący z wielkiej trwogi, bo się lękał, by go czasem nie chciał pożreć olbrzym srogi. — „No, nie bój się! — olbrzym rzeknie — ja nic złego ci nie zrobię!” ale kotek już zeskoczył — nowy plan ułożył sobie. — „Hej! mój panie czarowniku, w lwa się zmienić, to nie wiele, toć się może łatwo zmieścić wielkie ciało w wielkiem ciele, ale sztukę mi pokażesz, gdy się zmienisz w myszkę małą, jak się zmieści w jej postaci twe ogromne, grube ciało.” Ledwo wyrzekł owe słowa, a wtem szara myszka mała, cichuteńko piszcząc, mrucząc, po podwórku już biegała. Kot się pędem rzucił na nią, już mu w paszczy myszka znika, połknął żywcem niegodziwca i zwyciężył czarownika.

A wtem stangret trzaska z bicza — już królewscy goście jadą, złota toczy się kolasa z wielką dumą i paradą. Kot z ukłonem gości wita i na zamek ich wprowadza, naprzód króla i królewnę przy nakrytym stole sadza. (Olbrzym właśnie miał jeść obiad w swej godowej wielkiej sali, a wiec Janek z mądrym kotem z tej okazyi skorzystali). Król za czterech jadł potrawy i za pięciu spijał wino, potem mówi: „Hrabio Janku, ożenię cię z mą dziewczyną. Dam w posagu pół królestwa i uczynię ciebie księciem, bardzo mi się podobałeś, a więc bądź-że moim zięciem.” Jaś królowi upadł do nóg, za te względy podziękował, radowała się królewna i dwór cały się radował. Wnet wesele wyprawiono, które trwało tydzień cały, a do ślubu pannę młodą wiódł uczony kotek biały. Na królewski dwór pojechał z księciem Jankiem, swoim panem, a w nagrodę usług kota król go zrobił szambelanem!

Or-Ot.