— Cichaj! Syrena! O, widzisz? Syrena! Złapaliśmy ją! Niechaj tu przeleży do rana! O świcie do Czerska ją zawieziem, do księcia!
— Syrena? Jezusie, Maryjo! Prawda! Jakaż ona śliczna!
— Nie prawiłbyś byle czego! Śliczna! Czarownica, wiadomo! Taka ci najcudniejszą postać przybierze, aby tym łacniej18 otumanić chrześcijańską duszę.
— Boże miły! Prawdę mówicie? To ona chrześcijańskie dusze tumani? I cóż ja mam z nią zrobić?
— Pilnować do zorzy19! Ale pilnuj bez ustanku. Nie zdrzemnij się. Uważaj, żeby postronków20 nie zerwała, bo ucieknie.
— Ha! Każecie pilnować, to będę pilnował. A kiedyż po nią przyjdziecie?
— Mówilim21. Skoro świt. Teraz ją położym w oborze, niech leży.
— A ty, Staszku, pamiętaj: oka z niej nie spuszczaj! Patrz i patrz! Na twoją głowę ją zdajem.
— Już wy się nie bójta! Umiałem sobie dać rady z graniastym byczkiem, choć beskurcyja22 zły, jak sam diabeł, to i z syreną poradzę.
— No, to bywaj zdrowy! Będziem tu z powrotem, ino patrzeć!