Woli poglądać na świtki szare,

Na tych pastuszków, których gromada

Przyszła do Niego od owiec stada

I w zachwyceniu patrzy na Dziecię,

Na swoje skarby największe w świecie.

Ten Mu dwa białe daje baranki,

Ów śliczną piosnkę ciągnie z multanki,

Trzeci zerwane w polu kwiatuszki

Kładzie z pokłonem pod drobne nóżki,

A jeszcze inny sukmankę zdziewa,