synów drzewiej, z dawnych lat

Gdy ceniono skromność, prawość;

kto je głosił, był jak kwiat.

Naprzód nikt tam nie usłyszał,

aby chłopak krnąbrnie klął:

Szli rówieśni ulicami

do muzycznych razem szkół216

Rzędem w szyku, z jednej gminy,

w jednej szatce, choć śnieg dął.

W szkole siedząc nóg nie spletli;