— Zostaw mnie w spokoju. Teraz widzę, że szkatułka jest ci droższa od żony.

A kiedy Awiezer zaczął ją głaskać i uspokajać, powiedziała:

— Jeśli naprawdę mnie kochasz i chcesz, abym wyzdrowiała, to pozwól mi zaglądnąć przez dziurkę od klucza do szkatułki. Kiedy ciebie tu nie było, chciałam to uczynić, ale ogarnął mnie taki strach, że się cofnęłam. Król z pewnością umieścił tam jakiegoś chochlika.

I tak długo go molestowała i nagabywała, że Awiezer uległ jej.

— Dobrze — powiedział — zejdź z łóżka i razem podejdźmy do szkatułki. Nie waż się jednak jej dotknąć.

— Nic się nie bój, nie dotknę jej. A gdybym nawet jej dotknęła, nic strasznego by się nie stało. Królowi zależało chyba tylko na tym, abyśmy jej nie przesunęli z miejsca, na którym stoi.

Podeszła z mężem do szkatułki i zajrzała przez dziurkę od kluczyka do wnętrza. Niczego jednak nie mogła dojrzeć. W złości i rozgoryczeniu powiedziała:

— Król dobrze ukrył przed nami swoją tajemnicę. Nigdy się chyba nie dowiemy, co tam jest. Chyba że otworzymy szkatułkę.

Awiezer przeraził się słów żony. Ze strachu zaczął dygotać:

— Nie mów mi — krzyknął — o otwieraniu szkatułki! Czy chcesz, żebyśmy zginęli?