— Ludzi o imieniu Mordechaj jest w naszym kraju sporo. Nie wiem, do którego z nich mam się udać.
— Idź do tego, który przesiaduje w bramie pałacu.
— Tych bram jest kilka. Nie wiem, o którą chodzi.
— Chodzi o bramę, która prowadzi do haremu650.
— Miłościwy królu, nie wymagaj tego ode mnie. Ten Mordechaj jest wrogiem moim i całej mojej rodziny. Jeśli król chce go wynagrodzić, to proszę mu dać dziesięć tysięcy funtów srebra, których ja sam dostarczę.
— Dobrze, daj mu te dziesięć tysięcy funtów srebra i oddaj mu jeszcze swój dom z całą jego zawartością, a niezależnie od tego uczyń to, co sam zaproponowałeś.
Haman starał się dalej wybronić przed rozkazem króla:
— Zamiast tego gotów jestem zgodzić się, aby moi synowie, a mam ich dziesięciu, biegali przed twoimi końmi. Moja żona pójdzie na służbę do twego pałacu, aby tylko ten Żyd nie został tak wysoko uhonorowany.
Achaszwerosz stracił wreszcie cierpliwość.
— Dobrze, od dzisiaj ty, twoja żona i twoi synowi stają się służącymi Mordechaja, ale z nim uczynisz tak, jak sam zaproponowałeś.