— Gdzie mnie, słudze, znać pana.

— A ja jestem owym biedakiem, którego ongiś spotkałeś na śmietniku. Myślałeś wtedy, że utraciłem już był wszelką nadzieję.

I wstawszy z krzesła, podszedł do więźnia i czule go objął za ramiona. Strażnikom polecił natychmiast udać się na cmentarz i wydobyć pieniądze. Oprócz tego przeznaczył dla niego stałą pensję do końca życia.

Cydkijahu701 i jeleń

Kiedy wojskom króla Nabuchodonozora702 udało się zburzyć obronne mury Jerozolimy703, Cydkijahu zebrał swoją rodzinę w piwnicy domu. Stąd ciągnął się tunel daleko poza mury, aż do Jerycha. Po naradzie rodzina rozpoczęła marsz tunelem i wkrótce wszyscy wydostali się ze zdobytego przez wroga miasta.

Żołnierze babilońscy704 mieli rozkaz schwytać i uwięzić Cydkijahu. Kiedy wtargnęli do jego domu, nikogo już w nim nie zastali. Dowódca oddziału żołnierzy, który miał to zadanie wykonać, zaczął rozważać sytuację. Jak udało się Cydkijahu uciec i dokąd mógł się udać?

— Nie ulega wątpliwości — powiedział — że w tej chwili jest już poza granicami miasta. Nasze zadanie polega więc na dopadnięciu go razem z jego rodziną.

Wyznaczył od razu żołnierzy do konnej grupy pościgowej i stając na jej czele ruszył w drogę. Kiedy znaleźli się już w sporej odległości od Jerozolimy, drogę przebiegł im pędzący z dużą szybkością jeleń.

— Złapać go — rozkazał dowódca — będziemy mieli z jego mięsa posiłek.

Żołnierze ostrogami popędzili konie do galopu za uciekającym jeleniem. Ten zaś sadził na swoich rączych nogach z taką szybkością, że odległość między nim a goniącymi go żołnierzami stale się powiększała. Jeleń biegł w kierunku na Jerycho i kiedy żołnierze w ślad za nim dotarli do tego miasta, natrafili na chwilę, kiedy Cydkijahu z członkami swojej rodziny wychodził z tunelu. Szybko ich ujęli i zawiedli przed oblicze króla Nabuchodonozora.