Usłyszawszy to Grek pomyślał, że w Jerozolimie można będzie na handlu butami dużo zarobić. Do tego potrzebny mu będzie pomocnik, bo sam nie dałby rady. Zwrócił się od razu z pytaniem do gościa:

— Czy pomógłbyś mi sprzedać buty w Jerozolimie? Mam na uwadze duży transport.

— Oczywiście. Musisz mnie tylko zawczasu o tym powiadomić. Będę na ciebie czekał w Jerozolimie.

Po tej rozmowie Żyd pożegnał się z Grekiem i wrócił do Jerozolimy. Grek tymczasem zakupił wielką partię butów, załadował ją na statek i popłynął do Izraela. Prosto z portu zabrał towar i przywiózł go do Jerozolimy. Zatrzymał się przed jedną z bram miasta, rozłożył towar i przez umyślnego dał znać Żydowi o tym, że przyjechał.

Żyd natychmiast wyszedł mu na spotkanie. Serdecznie się przywitali, po czym powiedział Ateńczykowi, że w Jerozolimie wymaga się od obcych przybyszy, zanim wpuszczą ich do miasta, ażeby ogolili głowę i pomalowali twarz na czarno.

— Co mi tam zależy na włosach? — powiedział Grek — co mi szkodzi poczernić twarz? Grunt, żeby sprzedać buty.

Zgolił więc włosy, pomalował twarz na czarno i wszedł z Żydem przez bramę do miasta. Tam Żyd usadowił go na samym środku rynku. Zjawili się pierwsi klienci. Na pytanie, ile kosztuje u niego para butów, z wielką pewnością odpowiedział:

— Od dziesięciu do jedenastu denarów. Mogę trochę opuścić, ale tylko do ośmiu denarów za parę.

Klienci usłyszawszy tak wygórowaną cenę, chwytali najczęściej za but i zdzielali nim Greka po głowie. O sprzedaniu butów za taką ceną nie mogło być mowy.

Niefortunny handlarz widząc, że został nabity w butelkę, poskarżył się Żydowi: