Córka ponowiła jeszcze raz prośbę o uwolnienie rabbiego Izmaela.

— Nie mogę — odpowiedział cesarz — bo przysiągłem uśmiercić go!

— Jeśli tak — powiedziała córka — to każ ściągnąć mu skórę z głowy, żebym zawsze mogła podziwiać piękno jego oblicza.

Cesarz spełnił jej prośbę. Polecił zedrzeć skórę z głowy Izmaela, ale kiedy ręce zdzieraczy dosięgły czoła w miejscu, w którym kładą tefilin, rabbi Izmael wydał okrzyk bólu. Okrzyk był tak głośny, że niebo i ziemia zadrżały. Tron Boga zatrząsł się. Aniołowie nie wytrzymali i spytali Boga:

— Czy cadyk, któremu objawiłeś wszystkie tajemnice świata i skarby niebiańskie, ma okrutnie zginąć z rąk tego oto złoczyńcy? Czy to jest właściwa zapłata za studia nad Torą?

— Zostawcie — powiedział Bóg — jego zasługi. Staną w obronie przyszłych pokoleń. Nie, teraz nie mogę nic dla niego zrobić. Jest wyrok i Ja go nie mogę unieważnić.

I zaraz rozległ się donośny głos z nieba.

— Jeśli jeszcze raz usłyszę głos protestu przeciwko śmierci rabbiego Izmaela, przewrócę cały świat do góry nogami, zapanuje znowu chaos!

Usłyszawszy to, rabbi Izmael zamilkł. Cesarz zapytał go:

— Jak to się stało, że przedtem nie płakałeś i nie krzyczałeś, a teraz krzyczysz?