Był kiedyś pewien bardzo pobożny mąż, który przysiągł sobie, że nigdy i od nikogo niczego za darmo nie przyjmie. Żył w skrajnej nędzy. Miał jedno tylko ubranie do noszenia w dzień i jedną kołdrę do spania w nocy. Nie dziw, że często opłakiwał swój los i prosił tylko Boga o pomoc. I mimo iż jego używane bez przerwy ubranie i kołdra rozleciały się na strzępy, a sam znalazł się na śmietniku, nie chciał od nikogo przyjąć jałmużny.
I oto pewnego dnia stanął przed nim przebrany za Araba sam prorok Eliasz987, który miłosiernym głosem tak do niego powiedział:
— Jeśli chcesz, pożyczę ci dwie srebrne monety. Przehandlujesz je i zarobisz na życie.
Biedak po namyśle wyraził zgodę. Wziął srebro i kupił za nie towar, który za dobrą cenę sprzedał. Za zarobione pieniądze kupił nową partię towaru i znowu na tym zarobił. Po upływie roku doszedł w ten sposób do dość pokaźnego majątku. Zapomniał wtedy tak dalece o dawnej swojej pobożności, że przestał nawet się modlić. Widząc, co się stało z tym pobożnym człowiekiem, Bóg uczynił Eliaszowi zarzut:
— Miałem na świecie jednego prawego i pobożnego człowieka, a ty mi go odebrałeś.
I zstąpił prorok Eliasz na ziemię, i poszedł do domu dawnego biedaka. Ten był po uszy pogrążony w interesach.
— Posłuchaj, człowieku — powiedział do niego Eliasz. — Ja jestem owym człowiekiem, który pożyczył ci dwie sztuki srebra. Odnajdź i zwróć mi je.
Udał się nowy bogacz na poszukiwanie sztuk srebra. Wkrótce je odnalazł i zwrócił prorokowi Eliaszowi. Zaraz po tym wydarzeniu majątek zaczął topnieć. Nastał dzień, kiedy znowu znalazł się w nędzy na śmietniku. Pewnego dnia, kiedy siedział na kupie śmieci i ronił łzy nad niedolą, zjawił się przed nim prorok Eliasz i zapytał go:
— Co ci jest staruszku?
— Biada mi! Szczęście się ode mnie odwróciło. Straciłem cały majątek i stałem się nędzarzem.